SERWANTKA-second book

Kruchość Porcelany
PREMIERA IX 2006
zobacz ilustracje

FRAGMENT 2
posłuchaj - czyta Edyta Jungowska

Julia była zakonnicą. Mniszką Kamedułką. Spędziła osiem lat w pobernardyńskim klasztorze w Złoczewie. Jak wyczytałam w Internecie, kamedułki kładą szczególny nacisk na samotność i milczenie.
„ Milczenie bez rozmyślania to jak pogrzebanie żywego; rozmyślanie bez milczenia jest nieskuteczne, jak budzenie umarłego; ale rozmyślanie duchowo złączone z milczeniem daje duszy wielki pożytek i prowadzi do doskonałej kontemplacji”.
Powiedziała mi to gdy stałyśmy w kolejce po bilety. A następnie wsunęła mi rękę w spódnicę, z tyłu, tam gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę.
Opowiedziała mi także, o tym, jak dostała zaproszenie do programu „ Rozmowy w toku”, ale odmówiła udziału. Miało być o zakonnicach, które zrzuciły habit.
Julia, jak przystało na szarmanckiego mężczyznę, odwiozła mnie do domu . Mniej więcej, po godzinę, dostałam od niej wiadomość. O dziwo miałam pole. Zasięg .Krótki esemesik: „Kochanie- Sprawdź pocztę.”
Odpisałam: „sprawdzę, jak mnie tylko uwolnią. Siedzę w windzie i udaję, że nie mam klaustrofobii.” W domu otworzyłam Outlooka i zamarłam.: dostałam list miłosny. Że niby ją rozgrzałam i oczarowałam i takie tam. Rozgrzałam? Czym?
Ze strachu dostałam gęsiej skórki i dreszczy. W dodatku spociłam się, jak mysz. Zaczęłam się jąkać, kiedy otoczyła mnie ramieniem.
Z tego przerażenia przyssałam się do słomki i wypiłam pół litra coca coli jednym duszkiem, dostając natychmiast po odessaniu się, czkawki. Siorbałam, gdy kończyła się cola w kubku.
Czkałam przez całe reklamy, czyli jakieś piętnaście minut.
Sosem musztardowo- pomidorowym z hot-doga poplamiłam Julii sukienkę .Trysnęłam na nią z siłą wodospadu Niagara. .Robiąc unik, Julia lekko zatoczyła się na niosącego górę popcornu faceta, facet zatoczył się na dziewczynę z kubłem coca coli, dziewczyna zatoczyła się na ścianę, a ściana nie zatoczyła się wprawdzie nigdzie, ale za to pokryła się plamami z krwi z nosa Juli pomieszanej z coca colą, a na nas spadł śnieg z popcornu. Szefowa, gdy już ją bileter zdjął ze ściany wciąż powtarzała, że nic jej nie jest.
A kiedy przed blokiem upadły mi klucze, ona schyliła się, by je podnieść. Obie się schyliłyśmy, jednocześnie. I walnęłam jej z bańki. Julia ponownie zalała się krwią z nosa ,który zajmował jej już ponad pół twarzy rosnąc w oczach, ale ona wciąż powtarzała, że nic jej nie jest. Kiedy zatamowałyśmy krwotok, wcale nie taki duży, pożegnałyśmy się. I myślałam, że nic mnie gorszego spotkać już tego dnia nie może. Pomyliłam się. Zatrzasnęłam się w windzie. Uwolnił mnie cieć go godzinie. Czym zatem ją oczarowałam?
I co ja mam robić? Rozwieść się albo nie rozwieść? Oto jest pytanie. Już teraz rozumiem Hamleta. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym mniej wiem. Julia jest zdeklarowaną , aktywną lesbijką i moją szefową. Faceci mnie nie interesują, nawet ci z wielkimi ptakami. Jestem kobietą bez orgazmów, ale za to z wadą w budowie, prawdopodobnie nie posiadam łechtaczki, a nawet jeśli , to nie w tym miejscu co należy. Powinnam poddać się operacji przesunięcia wspomnianej łechtaczki.. Jestem biznes woman, której ktoś podciął skrzydła.
Frida Kahlo, gdy amputowano jej palce u stóp, napisała: „ Po cóż mi stopy, skoro mam skrzydła?” Nie jestem matką, żoną ani kochanką. Mąż mnie rzucił dla tirówki, szefowa na mnie leci, pomimo, że w ciągu godziny mogła zginąć przeze mnie cztery razy.
Jestem kobietą w średnim wieku, która sama nie wie, czego chce .A co gorsza, nie wie, czego nie chce.

FRAGMENT 4

Jak niesie plotka towarzyska ,mój mąż oszalał. Biega na siłownię, basen ( przecież on nie umie pływać), uprawia jogging, oraz usunął sobie zmarszczki za pomocą botoxu. Lafirynda panoszy się po mojej, było nie było, firmie, pokazując cycki i tyłek. Sprzedaż podobno bardzo wzrosła. .To dobrze. Przy podziale majątku oraz wniosku o alimenty to akurat może mi pomóc. Złożyłam pozew o rozwód.
Powiedziałam mu, że nie zniszczę go doszczętnie, jeśli wypłaci mi dwa tysiące alimentów co miesiąc. Przymknę oko na jego lewe interesy oraz jeśli zajdzie taka potrzeba, w odpowiednim momencie przed odpowiednimi urzędnikami dopadnie mnie cięzka amnezja. A jeśli stwierdzę, że nie jest ostatnia świnią, zapomnę także o istnieniu takich instytucji jak urząd skarbowy i urząd celny. Blefowałam oczywiście, ale on profilaktycznie się przestraszył.
Lolitka ma dwadzieścia jeden lat, na imię jej Mieczysława , a pochodzi z miejscowości Pcim Dolny. Dwie godziny szukałyśmy z dziewczynami w atlasie samochodowym Polski i nie znalazłyśmy. Mniej więcej wygląda jak Jagna z chłopów, tylko nogi ma zdecydowanie dłuższe. Taka sama buraczana cera, włosy w kolorze zboża i wielki cyc. Prawdziwy, niestety .Jeśli zaś idzie o inteligencję, to Miecia jej mianowicie nie posiada. Odpowiada monosylabami, nie pytana prawie się nie odzywa Niezmiernie mnie interesowało, gdzież to mój mąż spotkał owe dziewczę.
Sprawa się wyjaśniła. Jechał, biedaczek, w sprawach biznesowych, do Bydgoszczy i mu pasek klinowy pękł. Szczęśliwym trafem, na poboczu stała Jagna, Mieczysława znaczy się, i udzieliła pomocy , zdejmując z tyłka rajstopki. Rajstopki posłużyły za pasek klinowy i wystarczyły , by mój mąż dojechał do najbliższego zakładu naprawy samochodów. Tak się mój mąż wzruszył gestem Mieczysławy, iż zapragnął pokazać biednej, pokrzywdzonej przez los dzieweczce, prawdziwe życie i zabrał ją do miasta. Co tak będzie sama stała na szosie .Jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Rajstopki mianowicie. Więc drążyłam temat. A gdzie dokładnie spotkał Mieczysławę? I dlaczego ona zdjęła te rajstopki?
Sama z siebie je zdjęła, bo na motoryzacji się zna?. Mieczysława stała na poboczu, w lesie, tuż obok parkingu dla tirów. Tam właśnie zepsuł się ów pasek klinowy i mój mąż się zatrzymał. Mieczysława wyłoniła się zza drzew, a równocześnie z nią, wyjechał z parkingu ford eskort, prowadzony przez wyraźnie zadowolonego i odprężonego kierowcę. Mieczysława wcale nie zdjęła rajstop celem poświęcenia ich dla dobra sprawy, lecz właśnie miała je założyć. Konkretyzując, były to pończochy z koronką, czerwone, i służyły nieco innej sprawie. Szczerze mówiąc, nie wiem w jakim celu Miećka zdjęła pończochy. Może na wyraźnie życzenie właściciela forda eskorta. W każdym razie, gdy mój mąż ujrzał w rękach Mieci substytut paska klinowego, uradował się ogromnie i zaczepił niewiastę. Niewiasta najpierw pomyślała, że trafia się kolejny klient, ale po chwili zorientowała się, że może zarobić znacznie więcej , nie ruszając palcem.( oczywiście ona musiałaby ruszać zupełnie inną częścią ciała).I tak właśnie rozpoczął się największy romans mojego małżonka. Mąż dzisiaj do mnie przyszedł, choć on odważnie twierdzi, że przyszedł do siebie, bo to mieszkanie jest wciąż naszą wspólną własnością.
Przyszedł, jak to się wyraził, porozmawiać. Gdy tylko ujrzałam go w drzwiach ( nawet nie zadzwonił, otworzył sobie kluczami—najwyższy czas zmienić zamki), wrzasnęłam efektownie:
- Stać! Ani kroku dalej! Zanim wejdziesz do łazienki, proszę okazać mi aktualną książeczkę zdrowia, swoją i Mieczysławy oraz wyniki testu na HIV z tego miesiąca!
— Zlituj się. Ledwie zdążyłem na górę!—rozpoczął błaganie.
– Nie ma mowy. Idź sikać gdzie indziej. – byłam nieugięta.
Ze słyszenia wiem, jaki to ból dla faceta, gdy nie może się wysikać.
— Gdzie? – jęczał trzymając się za jądra.
– Na dół, pod drzewkiem. Nie wejdziesz do łazienki , chyba , ze po moim trupie—zakończyłam , teatralnie rozpościerając ręce, w geście Rejtana.
Wybiegł jak wystrzelony z procy..
–Jesteś wstrętna—zakomunikował po przyjściu z powrotem.
– Tak? To co powiedzieć o tobie? Czy to ja mam romans z tirówką i czy to ja sikam pod blokiem?
- Jak można odmawiać komuś prawa do skorzystania z toalety?— najwyraźniej nie mógł tego zrozumieć.
– Jak można zabierać z trasy tanią tirówkę i wpuszczać ją do mojej firmy?—odwzajemniłam mu uczucie.
– Oooo tam, od razu tanią! – dzielny rycerz stanął w obronie czci swej Mieczysławy.
I zreflektował się po sekundzie:
– A w ogóle, to jaką tirówkę???
– Daj spokój. Oboje wiemy doskonale, że dziewczyna nie sprzedawała zebranych w lesie jagód. Ani grzybów. Ani niczego innego, co nadaje się do spożycia w sposób tradycyjny. Generalnie, Miećka nie żyje z darów lasu, choć także powiedzieć nie mogę, by nie żyła z darów natury.
— Heleno, pomyślałem, że może byś się wyprowadziła, a ja zamieszkałbym tu z Misiaczkiem. Kupię ci kawalerkę, to mieszkanie i tak jest dla ciebie za duże….
-Udam ,że tego nie słyszałam, jeśli wyjdziesz stąd w ciągu pięciu sekund—wciąż parłam na niego.
Masz jeszcze trzy sekundy.
– Dobrze, już dobrze wychodzę , tylko odłóż ten nóż.—powiedział spocony jak mysz
— Jaki nóż?—zdziwiłam się szczerze
– Ten, który trzymasz w ręku!

FRAGMENT 6

Wtargnęła w moje życie nagle i niespodziewanie, wnosząc oprócz koszmarnej ilości błota na Martensach, perlisty śmiech, spontaniczność , entuzjazm i marychę w doniczce.
Ale po kolei. Mam siostrę. Starszą. Jeśli do tej pory o niej nie wspomniałam, to tylko dlatego, że nie mam się czym chwalić. Jednak to nie ona trzymała w dłoniach maryśkę. Moja siostra zatelefonowała do mnie w poniedziałek z samego rana i wykrzyknęła w słuchawkę:
– Witaj, siostrzyczko. Radosną nowinę ci niosę. Będziesz miała dziecko!
— Chyba chciałaś powiedzieć: „będę miała dziecko”. Ty, będziesz je miała.
– Przecież ja już mam. Ty będziesz miała.
- co ty powiesz? I jak to się stało, że ty wiesz o tym przede mną?
– Skup się: ja mam dziecko. Ty nie masz. Ale będziesz miała. Moje dziecko. Oddaję ci pod opiekę, bo musze pilnie wyjechać na trochę.
Już ja znam to jej „ trochę”. Ostatnio jak wyjechali na trochę, nie było ich pół roku. Matka o mało nie zeszła śmiertelnie, bo moja starsza siostra postanowiła zaszyć się w Bieszczadach, bo tam podobno jest lepsza aura. Magia drzew, śpiew ptaków, pohukiwania sowy( czy puszczyka?).
I takie tam. Telefon komórkowy jak i inne przydatne zazwyczaj wynalazki, uznała za całkowicie zbędne i wyrzuciła podczas jazdy samochodem, aby nie mieć żadnych pokus. Po miesiącu postanowiliśmy zgłosić jej zaginięcie na policję. Po dwóch miesiącach jej zdjęcie zdobiło szóstą stronę lokalnego dziennika , a konkretnie rubrykę :” Wyszedł z domu i nie wrócił”.
Trzy miesiące później zgłosiliśmy się do biura detektywistycznego Rufkowskiego i stwierdziliśmy, że nas na jego usługi nie stać. Chyba, że sprzedalibyśmy nasze dwa mieszkania i samochód. Wtedy może tak. Wynajęliśmy więc jasnowidza, który niestety nic nie widział. Cztery miesiące później moja mama wystąpiła w programie „ Ktokolwiek widział,ktokolwiek wie”.
Piaty miesiąc przyniósł wiadomość o odnalezieniu zwłok kobiety o rysopisie odpowiadającym mojej siostrze, wezwano ojca do kostnicy w celach dokonania identyfikacji. Ojciec nie zidentyfikował swojej córki , a mojej siostry, ale za to dostał wylewu. W szóstym miesiącu zjawiła się , jak by nigdy nic, moja siostra, ponieważ miała wyznaczony zabieg o nazwie liposukcja.
Jednymi słowy Anka wróciła, po sześciu miesiącach totalnego milczenia żeby sobie odessać tłuszcz z tyłka.
Gdy zatem dzisiaj usłyszałam o planowanym wyjeździe, lekko mnie zmroziło.
–Aniu, nie godzę się absolutnie na nic. Nie dam się w nic wmanewrować.
Po twoim ostatnim wyskoku prawie zmniejszyła nam się rodzina, co niektórzy jej członkowie wymagali długiej rekonwalescencji. Niektórzy do dziś leczą się psychiatrycznie.
— Helenko, ale to już załatwione. Jadę i już. Nie mogę tego odwołać.
— Co tym razem? Znowu Bieszczady, Alaska czy może samotny rejs dookoła świata?
— Nie uwierzysz! Mateusz dostał kontrakt w Iraku. I bierze mnie ze sobą! Ale, niestety, Klementynka kategorycznie odmówiła pojechania z nami.
– Jedna mądra w rodzinie. Oprócz mnie, oczywiście .Co wy tam będziecie robić?
– No wiesz, Mateusz będzie siedział na jakiejś platformie, no a ja… Sama rozumiesz…
– Zapomnij . Tam nie ma farm piękności, ośrodków SPA i niczego takiego. Jest za to cholerny upał, pełno rozwścieczonych Irakijczyków i napalonych żołnierzy.
– Helenko, w takim razie muszę przemyśleć jeszcze raz moją decyzję. Jesteś pewna, że tam nie ma ani jednego salonu piękności?- zaniepokoiła się poważnie moja siostra.
–Aniu, a co to za sprawa , z którą do mnie zadzwoniłaś? Pakujesz się i chcesz żebym pomogła ci dopinac walizki?
- Eeee…… No bo….— zaczęła się jąkać .Wylatujemy za dwie godziny i…
— Jesteś szalona!
— Słuchaj, Helenko, bo czas mi się kończy… Obiecaj mi, że nie będziesz dla niej ani zbyt surowa, ani zbyt wyrozumiała…
— Dla kogo?
I w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Poczekaj , , ktoś przyszedł, musze otworzyć. Nie rozłączaj się.
W progu stała moja siostra.
Obok niej owo dziecko: nie moje, lecz jej, choć miało stać się moim na jakiś czas.
— Helenko! Powierzam ci pod opiekę moją Klementynkę. Ona wszystko ma, o nic się nie musisz martwić. Tu jest karta kredytowa, korzystaj z niej ile chcesz.
Nie daj sobie wmówić, że pozwalam jej wracać do domu po dwudziestej drugiej.
W ogóle, niczego nie daj sobie wmówić. Tak to ona jest cudownym dzieckiem: nie pije, nie pali, nie narkotyzuje się. W szkole ma same piątki. Tylko za Marta z jej ławki ma na nią zły wpływ Zresztą, zostawię ci listę. Wszystko spisałam : co jej wolno a czego nie No to pa, na dole czeka Mateusz w taksówce, jedziemy na lotnisko. Och! Siostrzyczko!—rozczuliła się nagle Anka—uściskaj mnie, bo przecież możemy się więcej nie zobaczyć..
- Zamknij się. Nie mów takich bzdur przy dziecku. To po cholerę tam jedziesz?—wkurzyłam się całkiem serio.
– Ja też cię kocham. Odezwę się, jak dotrzemy na miejsce.
– Jasne, jeśli tylko nie wyrzucisz przez okno samolotu telefonu.
I poszła.