Wczoraj spędziłam super smaczny wieczór z pisarką Grażyną Bąkiewicz, której nie ośmielę się nazwać koleżanką po piórze, gdyż nie umywam się do Niej. Uśmiałyśmy się serdecznie, objadłyśmy i poplotkowałyśmy. Ludziska, polecam gorąco restauracyjkę SOFA w Łodzi. Piotrkowska 107 w głębi podwórka. nieprawdopodobnie smaczne dania, cudnie pachnące, rewelacyjnie podane! nic a nic mi za tę reklamę nie zapłacili, z serca polecam:-)
Najnowsza książka łódzkiej pisarki Moniki Sawickiej pt. “Demi Sec” jest pozycją dość nietypową. I to z kilku względów.
Po pierwsze – powieść „Demi Sec” czyli 125 stron o przygodach sióstr bliźniaczek Agaty i Dominiki to potraktowany z przewrotnym humorem temat spełniania własnych dziecięcych marzeń. Powieść zaczyna się od zwykłych, prozaicznych, kobiecych problemów z malowaniem mieszkania, aby strona po stronie zaskakiwać nieoczekiwanymi zwrotami akcji i ciekawie zbudowaną intrygą kryminalną. Autorka nie pozwala czytelnikowi domyślać się dalszego ciągu, nie ujawnia żadnych szczegółów, które mogłyby zdradzić rozwiązanie. A jednak… Przygody głównej bohaterki Dominiki już od pierwszych stron powieści mogą zaskoczyć i rozbawić jak np. epizod z kominiarzem, który utknął w veluksie czy spotkanie z dawną koleżanką z podstawówki, która, jak się okazało, wykonuje najstarszy zawód świata. I kiedy wydawać by się mogło, że opowieść głównej bohaterki zmierza w stronę historii o tym „jak straciłam marzenia z dzieciństwa”, nagle następuje dość nieoczekiwana zamiana. Bliźniaczki Agata i Dominika postanawiają na czas jakiś zamienić się rolami tak jak robiły to w dzieciństwie. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że obie są dorosłymi zamężnymi kobietami i obie posiadają dzieci. Rozwiązanie intrygi jest zaskakujące a bohaterowie do ostatniej strony nie chcą nam ujawnić swojego prawdziwo oblicza. Dlatego na okładce książki znalazło się pytanie: „Jak dobrze znasz osobę, z którą dzielisz swoje życie?”. Warto o nim pamiętać podczas lektury tej powieści.
Ale brawurowy wątek kryminalny pierwszych 125 stron to nie wszystko. Monika Sawicka podjęła inicjatywę niezwykłą: na kolejnych 100 stronach znalazło się miejsce dla dziesiątki debiutujących kobiet. We wstępie do tej drugiej części książki autorka pisze: „Nie oceniajcie, cieszcie się Ich szczęściem”. Śmiało można jednak poddać ocenie te debiuty. Dlaczego? Bo są prawdziwe, szczere i przynoszę refleksje dotyczące ważnych dla kobiet spraw: miłości, rodzicielstwa, śmierci i spełniania marzeń. Właśnie ten aspekt spełniania swoich i cudzych marzeń wyróżnia książkę Moniki Sawickiej spośród wielu pozycji rynkowych.
Książka „Demi Sec” jest też rodzajem hołdu dla tragicznie zmarłej Sandry Brędowskiej. Jej matka – Pani Anna Brędowska, redaktorka Radia Mazury jest razem z Moniką Sawicką współzałożycielką Fundacji „Vade-Mecum-chodź ze mną”. Celem Fundacji jest między innymi wspieranie twórczości literackiej zarówno profesjonalnej jak i amatorskiej a także promocja młodych talentów.
I tak oto wracamy do powieści „Demi-Sec”. Bo to nie przypadek chyba, że Autorka połączyła prace debiutantów z tą pełną zaskakujących zwrotów akcji historią o bliźniaczkach. Realizować marzenia trzeba, ale nigdy nie wiadomo co z tego może wyniknąć.
Która z debiutantek dotrze na same szczyty czytelniczych bestsellerów? Czas pokaże. A jeśli nie? To nic: nie każdemu piszącemu dane jest zadebiutować na prawdziwym rynku literackim.
Dzięki Monice Sawickiej i jej inicjatywom jest to możliwe.
Kochani, wczaoraj, po 21 latach zobaczyliśmy się , niestety nie w komplecie, ale mam nadzieję, że 15 marca będzie nas więcej. To niezywkłe uczucie, zupełnie tak, jakbyśmy się cofnęli do tamtych czasów. I wiecie co było najbardziej zadziwiające: nie było problemu z nawiązaniem, podtrzymaniem itp rozmów. Gadaliśmy bez przerwy i końca nie było tym rozmowom. Dzisiaj spałam prawie do 11, co mi sie nawet po Sylwestrze nie zdarza, choć wróciłam dość wcześnie, bo o 1 w nocy. Emocje, emocje, emocje. z niecierpliwością czekam na kolejne spotkanie, liczę, że dołączą Ci, którzy wczoraj być nie mogli. Uściski gorące!!!
pragnę pozdrowić serdecznie Panią redaktor Katarzynę Rakowską z GW. słyszałam, że to miła, sympatyczna dziewczyna. Ponawiam zaproszenie na kawusię. Bez złośliwości, szczerze. Spędziłam dziś urocze chwile z pisarką Grażyną Bąkiewicz, którą też mocno ściskam. Ciepłe myśli ślę także Pani Eli Janka, której wierszy i piosenek dzisiaj miałam okazję wysłuchać w Bibliotece na ul. Pięknej, ktorej uroczą ekipę także pozdrawiam.
wczoraj upłynął termin nadsyłania prac w konkursie na opowiadanie i wiersz. wszystkie przesyłki, które nadejdą po tym terminie będą zakwalifikowane , ale wyłącznie te ze stemplem z 21 stycznia.wszystkim, którzy nadesłali nam swoje dzieła, z serca całego dziękujemy!!!!
do dzisiaj wpłynęło blisko 200 prac, nadal listonosz przynosi listy wysłane między 16 a 21 stycznia.
“po raz ósmy czytałam Spóźnionych kochanków i po raz ósmy płakałam jak dziecko. Najpierw łkałam bezgłośnie bojąc się, że ktoś mnie usłyszy, a najbardziej, że ja sama.Po chwili płakałam w głos, a łzy zalewały mi policzki. Płacz oczyszcza. Choć czasem mam wrażenie, że sprowokowany przez nas samych jest pewną formą autodestrukcji.Czyli stoi to w sprzeczności z teorią oczyszczania, bo ta kojarzy się pozytywnie. Czy autodestrukcja może być dobra? Może. Jeśli jest jedynie metaforą i pozwala narodzić się nowemu. Pełne zniszczenie , a zaraz potem narodziny. Koniec zawsze oznacza początek. A ja już od dawna nie stałam w deszczu ani śniegu z wyciągniętymi przed siebie dłońmi, z zamkniętymo oczami, ale widząca wszystko i jeszcze więcej i nie czułam się cząstką tego świata. Bo ten świat już przestał być mój. Był bezpański, niczyj, nie umiał lub nie chciał mnie pokochać, być może dlatego, że ja nie umiałam pokochać jego. Nie tak dawno wydawało mi się, że trzymam świat w dłoni. Że mogę wszystko. A teraz ? Totalny brak symbiozy tak niezbędnej dla zachowania równowagi. To już nie był mój świat i ja nie byłam jego. Aż pewnego popołudnia przyszedł email…” ( fragment powieści “SZEPTEM”).
no i proszę. kto by się spodziewał? dzisiaj dostałam email, ktory dodał mi skrzydeł.( mam zgodę na publikację)
“Dzień dobry. Jestem studentką V roku filologii polskiej Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. Tym samym piszę pracę magisterską na temat: “Poetyka współczesnej powieści o tematyce kobiecej”. Wśród książek, które skupiły moją uwagę są również książki Pani autorstwa, mianowicie: “Kruchość porcelany” oraz “Mimo wszystko”. W związku z tym przyszedł mi do głowy pomysł, aby prosić Panią o udzielenie mi wywiadu, który tym samym stałby się zakończeniem mojej pracy magisterskiej. Bardzo zależałoby mi na tym wywiadzie, ponieważ podziwiam Pani styl pisania, jak również (nie będę ukrywała) taki wywiad mógłby w dużym stopniu urozmaicić moją pracę. Nie skupiłam się dokładnie na szczegółach tego wywiadu, ponieważ chciałabym uzyskać zgodę Pani.
Proszę o ułatwienie mi kontaktu z Panią i zgodę na ten wywiad. Dziękuję również za stronę internetową, gdyż ułatwiają mi znacznie pracę. Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru. M.P.”
w najblizszy poniedziałek mija rok, odkąd odeszła Sandra. Fundacja nosi Jej imię. Jadę jutro do Morąga , w poniedziałek o 7 rano jest Msza. Pomyślcie ciepło o Ani.
kochani, nastrój mam rewelacyjny, a to za sprawą cudownej recenzji, jaką zafundowała mi znana także i Wam, Pani red. Katarzyna( ja dla odmiany nie operuję samym nazwiskiem) Rakowska w Gazecie Wyborczej, dodatek łódzki, 14 I.08 . Ubawiłam się setnie i wcale nie ześwirowałam. to naprawdę wielki sukces- Pani Kasia przeczytała książkę! Musiała się męczyć okrutnie, sądząc po recenzji, tym większa moja wdzięczność.
Wklejam poniżej. a dla kontrastu, także odsyłam Was do recenzji Agnory:-) uściski!!! p.s. naprawdę uważam, że ta recenzja przyciągnie Czytelników, ludzie są z natury przekorni. a tak na marginesie, Droga Pani Kasiu- chętnie zaprosiłabym Panią na kawę i długą pogawędkę, naprawdę Panią lubię i rozumiem. I już nawet przestałam się zastanawiać, skąd taka nienawiść do mnie. Nie, nie mylę się- recenzja recenzją-powinna być pozbawiona osobistych emocji, a nie jest. To mało profesjonalne, ale zrozumiałe. Pozdrawiam i szczerze życze Pani wiele pięknych, radosnych chwil. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, jakim jestem człowiekiem i że naprawdę dobrze Pani życzę. Być może kiedyś los postawi mnie na Pani drodze i co Pan wtedy zrobi? Ja Panią uściskam serdecznie.Taka już jestem.
Mój mąż to agent ABW?
Katarzyna Rakowska
2008-01-14, ostatnia aktualizacja 2008-01-14 17:29
Nowa powieść łódzkiej autorki zamiast w dziale beletrystyka powinna stać na półce z dowcipami
Monika Sawicka nie potrafi określić, co chciałaby czytelnikom zaproponować w “Demi-sec”. Romans? Sensację? Powieść obyczajową? I choć niemożność gatunkowego przyporządkowania bywa dla książek komplementem świadczącym o ich arcydzielności, to z “Demi-sec” czyni 125-stronowy żart, bajkę dla dorosłych, albo - jak kto woli - bujdę na resorach. Konstrukcja co i rusz się rwie, ograniczając się w efekcie do zespołu scen, które łączy nieznośny wręcz dowcip. Dowcip, na granicy którego uśmiech zamienia się w grymas niesmaku i niedowierzania. Na przykład by pomóc kominiarzowi zaklinowanemu w veluksie (co za pomysł!), główna bohaterka szarpie go za nogi, mając na wysokości ust jego rozporek i słysząc “Ciągnij, kobieto, ciągnij!”. Na dodatek podczas akcji uwalniania z mężczyzny spadają spodnie, pod którymi ukazują się pośladki w stringach. Takie sytuacje Sawicka mnoży, robiąc z Dominiki (snobistycznie nazywanej Niką) naiwną idiotkę, która myli agencję towarzyską z poważnym biurem. Inne postacie są równie przerysowane - jej siostra Agata trzyma sztućce w łazience, a pościel w spiżarni, zaś szwagier rozprawia o konstrukcji aerodynamicznej muszli klozetowej.
Autorka korzysta ze schematów. Każe bliźniaczkom Dominice i Agacie zamienić się rodzinami, jak w importowanym ze Stanów programie telewizyjnym “Zamiana żon” (by ulepszyć swe życie i wyeliminować błędy), a z nudnawego informatyka czyni funkcjonariusza ABW przenikającego w środowisko mafii. Wszystko to ma zasiać w czytelniku wątpliwość, czy aby dobrze zna osobę, z którą dzieli życie.
Jeszcze po poprzedniej powieści Sawickiej - “Mimo wszystko” - można było uznać, że autorka powoli znajdzie swoje miejsce wśród prostej, ale możliwej do czytania literatury popularnej, teraz szanse na to ma mniejsze.
Razem ze swoją powieścią autorka postanowiła zamieścić w tomie utwory debiutantów.
Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź
Brak komentarzy
____________
…a jeśli ktoś chciałby skomentować na “Gazecie” to podaję LINK (admin).